Moje pierwsze pesto

Jak widzę pesto na zdjęciach to nie kojarzy mi się za dobrze. Zielona gęsta papka nijak nie wydaje mi się przekonująca. Tymczasem z każdej strony zasypują mnie opisy walorów smakowych i zdrowotnych tego śródziemnomorskiego, aromatycznego sosu, i tak niby każda potrawa ma z nim świetnie smakować…


Żądna poszerzania swych horyzontów smakowych postanawiam przełamać swą niechęć, zwłaszcza, że sos składa się w głównej mierze z pachnącej bazylii i ukochanego przeze mnie sera. W myśl zasady, że z dwóch pysznych rzeczy na pewno nie wyjdzie rzecz paskudna, ba może nawet wyjdzie równie dobra, zabieram się do przygotowań.
Smak sosu budują także orzeszki pini, te mnie niepokoją. Podobnie, jak wydawałoby się popularny parmezan, są trudne do odnalezienia w naszych sklepach. W końcu znajduję opakowanie za 15złotych i rezygnuję i tak nie przepadam za orzeszkami. Potem czytam gdzieś, że można je zastąpić migdałami. W moich podbojach postanawiam się inspirować przepisem na łososia zapiekanego w pesto.
Za łososiem średnio przepadam więc zastępuję go dorszem. Ogólnie ryby lubie tylko wtedy gdy  ich ryby smak jest przełamany jakimś innym konkretnym smakiem. Rybka wypełniona warzywami i posmarowana pesto wydaje się być więc zachęcająca.
Wraz z Eris przystępujemy do obdziabywania bazylii rosnącej nieśmiało na moim balkonie. Za dużo tych listków nie ma, ale pełna garść się uzbierała. Idę zważyć, bo chcę choć trochę trzymać się przepisu, wszak nie wiem nawet w pełni jak powinno wyglądać takie pesto, więc nie może być miejsca na moje śliczne improwizacje.Aha. Waga moich listków to 5 g w przepisie jest 100 g, chyba musiałabym oskubać 20 takich krzaczków. Przepis co prawda przygotowany z myślą o 4 filetach, a ja robię tylko jeden, ale nie będę się przecież bawić w dodawanie do moich listków 1/20 z 6 łyżek parmezanu. No dobra sprawdzam inne przepisy, tam jest mowa o pęczku liści. Pęczek to chyba udało mi się zebrać. Szkoda tylko, że proporcje z drugiego przepisu mają się nijak do tego pierwszego. Sprawdzam kolejne przepisy znowu co innego. Najwyższy czas olać przepisy i wziąć się za gotowanie po swojemu. Listki bazylii wrzucam do moździerza (bazylia podobnież nie lubi się z metalem i najlepszy sos wychodzi właśnie gdy przygotuje się go w taki tradycyjny sposób) i już po chwili czuję się jak czarownica przyrządzająca śmiercionośną miksturę. Pierwszy raz mam okazję ugniatać liście, pełny odjazd. Bazylia cudnie pachnie, puszcza sok w kamiennej misie, czarny kot stoi na straży. Na patelni podsmażam skruszone płatki migdałów, dosypuje do bazylii. Dodaje starty parmezan,a na koniec jeszcze oliwę i pieprz. W przepisie nr 1 nie ma cytryny, w innych jest, w moim domu także nie ma cytryny więc nie ma jej i w moim pesto. Ale ogólnie stwierdzam, że świetnie by się sprawdziła z tym daniem. Moja czarodziejska maź jest gotowa i zdaje się jest jej dokładnie tyle co trzeba. Na maśle podsmażam marchewkę i paprykę. Filet nakrajam tak żeby powstała kieszonka, Dokładnie smaruję go pesto z każdej strony. Kieszonkę napełniam warzywami, a resztę kładę na wierzch ryby, posypuję jeszcze całość parmezanem. Rybkę piekę zawiniętą w folii w temperaturze ok. 170 stopni. Filetowi z dorsza wystarczy ok. 15-20 minut pieczenia. Pod koniec odkrywam jeszcze folię, by ryba się trochę zarumieniła. Wygląda ślicznie i jak pachnie:) Wykładam na talerz i posypuję jeszcze raz parmezanem (serka nigdy za dużo). Mniam. Pełen sukces!

Reklamy
Categories: Gotowanie | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: